Lubię podsumowania. Niby staram się żyć z dnia na dzień, ale czasem lubię się zatrzymać i wypunktować sobie pewne sprawy. Widać wtedy to, co w codziennym pośpiechu umyka. Dziś uświadomiłem sobie, że nadarza się okazja do bardzo ciekawego podsumowania. Właśnie dotarło do mnie, że za kilkanaście dni skończy się pierwsza dekada XXI wieku. W odniesieniu do kolejnych dekad zawsze panuje przeświadczenie, że był to jednolity okres, który streścić można za pomocą kilku haseł. I tak: lata pięćdziesiąte to stalinizm, a lata dziewięćdziesiąte to disco polo. I koniec, kropka. Zastanawiam się, jak w przyszłości kojarzyć się będzie ta dekada, która właśnie dobiega końca? Czym charakteryzują się “lata dwutysięczne” poza tym, że nie da się ich nazwać zgodnie z konwencją (“lata zerowe” też odpada)?
Pamiętam to bardzo dokładnie. Był 4. stycznia 2001 roku. Właśnie wróciliśmy z rodzicami z zakupów. Włączyłem telewizor. Przez następne dwie godziny nie odrywałem od niego oka. Adam Małysz wygrywał właśnie konkurs skoków w Innsbrucku, deklasując rywali w sposób upokarzający. Bodajże 45 punktów przewagi nad drugim Ahonenem. W tym oto momencie rozpoczynała się “Małyszomania”, o istnieniu której jeszcze wtedy nikt nie wiedział. Dziś, gdy zaczynałem zbierać się do napisania tego artykułu, Orzeł z Wisły zajął 3. miejsce. Dlatego go cenię i szanuję. Przez te lata zmieniło się wszystko, a on nadal jest. I nadal jest dobry.
Wystarczy przejrzeć pierwsze z brzegu kalendarium 2001 roku, aby mieć pogląd na to, czym były “lata dwutysięczne”. W styczniu wystartowała Wikipedia. Każdy student i uczeń szkoły jakiegokolwiek szczebla wie, jak bardzo przełomowy był to wynalazek. Nikt nie zliczy, ile referatów, wypracowań, a nawet prac magisterskich powstało w oparciu tylko o nią. Sprawa rozpowszechniła się do tego stopnia, że niektórym ciężko wyobrazić sobie naukę przed Wikipedią.
Informatyzacja to na pewno jeden z ważnych wyznaczników dekady. To czy stanie się symbolem epoki zależy od tego, w którą stronę pójdzie. Jeśli w przyszłości okaże się, że już zawsze będziemy siedzieć pół dnia na Facebooku i przegadywać całe noce na GG z ulubioną koleżanką, to zapewne nikt nie będzie zwracał uwagi na to, kiedy to się zaczęło. Jeśli jednak wrócimy do parków, na skwery i boiska do piłki nożnej, to pierwsza dekada XXI wieku rzeczywiście kojarzyć się będzie z Facebookiem, Wikipedią i wtyczką USB.
W 2001 roku rozpoczęła się także emisja pierwszej edycji polskiego Big Brothera. Jako typowy konserwatysta stwierdzam, iż w tym momencie skończyła się pewna epoka. Całe szczęście, że globalny show-biznes nie zdążył jeszcze zjeść wszystkiego, co istnieje. Jeszcze są takie miejsca, gdzie można usiąść na trawie i podrapać się po tyłku, z dala od promocji, billboardów i cycków Dody. Ciekaw jestem, ile czasu minie zanim zobaczymy transmisję live z czyjejś śmierci.
Podaję tylko kilka przykładów. Było jeszcze World Trade Center, katastrofa Tupolewa i skandal związany z tym, że “Dudka na mundial nie wzięli”. Byliśmy świadkami kilku powodzi stulecia, wejścia do Unii i dwunastu edycji “Tańca z gwiazdami”. Z pokorą wysłuchaliśmy Mandaryny, Britney Spears i zespołu Feel. Do naszego słownika weszły cytaty z “Dnia Świra”, “Testosteronu” i “Niezapomnianej osiemnastki”. Nie było natomiast końca świata, Murzyna-papieża oraz zmiany prowadzącego “Familiadę”. Kiedyś będziemy to wszystko wspominać.
Być może jeszcze powrócę do tego tematu. Urywam w pół zdania, celowo nie odpowiadając pytanie postawione na samym początku. O ile bowiem można w miarę obiektywnie wypowiadać się o wydarzeniach sprzed 10 lat, o tyle wydarzenia z przedwczoraj, wczoraj i dziś muszą jeszcze poczekać, zanim możliwe będzie powiedzenie czegokolwiek mądrego na ich temat. A poza tym, kto powiedział, że w 12 ostatnich dniach pierwszej dekady XXI wieku nie zdarzy się coś, co zapadnie w pamięci potomnych jako cecha charakterystyczna mijającej właśnie epoki?